Narzędzie, cd.
...a było to tak:
Pobódka 6:25. Na śniadanie - herbata. Biegusiem na przystanek, podróż na dworzec linią pospieszną....
Już na dworcu zaczęło się robić narzędziowo ... pełno ludzi w wiadomych strojach...
Pociąg przyjechał w miarę punktualnie ale niestety totalnie zapchany .... jakoś udało nam0 się usiąść - mimo sprzeciwu obecnych już w przedziale studentów.
Owe studenty to w ogóle oddzielna historia ... Ludzie z nadmiarem forsy i tupetu dający nam przez dłuższy czas odczuć, że nie w smak im nasze towarzystwo ... ludzie z rodzaju "mówię do ciebie głośno, bo chcę, żeby cała reszta słyszała" ... myśleli, że słowa kluczowe w stylu "4 rok prawa", "prawo karne", itp. zrobią na nas wrażenie. ... Po jakimś czasie dali sobie spokój...
Po 8 godzinach podróży dotarliśmy w końcu na miejsce. Katowice. Szybki rekonesans po dworcu i już byliśmy w drodze do Spodka. Pod Spodkiem oczywiście tłum; panowie i panie ubrane w tak lubianym przeze mnie stylu... ach te panie ;-) ... po prostu miodzio
.
Wejście (z kilkunastominutowym opóźnieniem) przebiegło całkiem sprawnie. Jak zwykle przeszukanie było wykonywane tak lamersko, że jakby się ktoś uparł to miecz dwuręczny bez problemu by wniósł1.
Już przy wejściu dowiedzieliśmy się, że Isis nie zagra, więc od razu ustawiliśmy się w najlepszym do obserwowania i słuchania miejscu - przy reżyserce. Jak się później okazało, wybór miejsca był świetny pod względem odsłuchu, z wizją było niestety trochę gorzej2.
Ścisk był niemiłosierny, cieżko było oddychać ... ale gdy na scenie pojawił się MJK, nikt już o tym nie pamiętał3.
Telebimy, wizualizacje, światła, dym ... no i oczywiście muzyka ... to wszystko razem robiło po prostu nieziemskie wrażenie. Długo nie wytrzymałem przy reżyserce, zostawiłem kolegów i powędrowałem pod scenę.
Pod sceną po prostu szał. Adam Jones dosłownie 3 metry ode mnie, ścisk, pot, skakanie, śpiewanie, powietrza brak ... czasami jakiś powiew... oczy obowiązkowo trzeba było mieć do okoła głowy - co chwila przelatywało nade mna jakieś "ciało" serfujące na rękach publiki.
Wielki szacunek dla panów ochroniarzy stojących pod sceną. Żadnego obezwładniania, wyginania rąk, szturchania4 ...
pełna kultura, z gracją zostałem złapany i postawiony na nogi po kilkunastosekundowym pływaniu po publice. Do tego co chwila częstowali przy-barierkowych fanów wodą mineralną5.
Występ trwał około 1.5 godziny, zakończył się tak samo gwałtownie, jak się zaczął. Zespół i publika dali z siebie wszystko.
Później była już tylko walka ze zmęczeniem i mokrymi ciuchami... szybka kanapka, a w tzw. między-czasie przebukowanie biletu na wcześniejszy pociąg. W pociągu na szczęście luz, cały przedział dla nas ... nie licząc dwóch chłopaków z Kenii. Dało się nawet spać.
8 godzin podróży i o 7:40 wylądowaliśmy z powrotem w domu.
Rachunek zysków i strat w poprzednim poście. Czy było warto? Jak cholera!!!
0 Ja, BlackFin i Mentor.
1 Oczywiście przesadzam, ale trzeba przyznać, że wniesienie zakazanych przedmiotów nie było wielkim problemem.
2 Nieważne, że za moimi plecami kilkadziesiąt osób nic nie widzi, ważne, że dziewczyna siedząca na moich plecach ma świetny widok.
3 No, może poza kilkoma paniami, które traciły przytomność na barierkach chroniących reżyserkę.
4 Czego nie można powiedzieć o kolesiach ochraniających występ Marilyna Mansona w warszawskim Torwarze.
5 I nie było to zwykłe polewanie, normalnie rozdawali kubki i wlewali do nich ożywczy płyn.
*Update: Blackfin opisał to o wiele lepiej, więc polecam przeczytać jego relację.